WAW-NYO-WAW 4-5.06.2012 Kolejna noc w Szwecji

Był początek maja, a moja głowa była zaprzątnięta ostatnimi przygotowaniami do zbliżających się egzaminów maturalnych. W wolnych chwilach przeglądałem internet, w tym stronę poświęconą taniemu lataniu, którą Wam polecam – http://www.fly4free.pl – macie tu dostęp do najświeższych i bardzo ciekawych promocji lotniczych(i nie tylko), jakie użytkownicy tego portalu wynajdują w różnych zakamarkach internetu. Ostatnio znaleźli promocję na przelot z Paryża do Rio de Janeiro, następnie do Limy, a wracając do Londynu za „bagatela” 650zł… Przy czym regularna cena tej trasy, jest minimum 4 razy większa.
Ale wracając do tematu, pewnego razu przeglądając ów portal, trafiłem na nowy artykuł mówiący o nowej promocji w Wizzairze. Szybko przejrzałem dostępne terminy oraz miejsca i mój wybór padł na Sztokholm Skavstę. Bilet w obie strony kosztował mniej więcej 20zł (nie pamiętam zbyt dokładnie).
Przy zakupie biletu, aby uzyskać jak najniższą cenę, należy dokonać płatności odpowiednią kartą, lecz z pomocą przychodzi ponownie fly4free, gdyż na forum, możemy wyszukać osoby które dysponują właściwą kartą, napisać na GG do niej, albo wysłać maila ze szczegółami podróży i po przelewie, bilet dla Ciebie zostanie zarezerwowany.
Matura się skończyła, 4 miesiące wakacji przede mną! Lepiej nie mogłem ich zacząć. Wylot o 19:25 z warszawskiego Okęcia, stawiłem się na lotnisku 1,5h przed odlotem, również zapakowany tylko w plecak.

 Co z reguły mam w plecaku, gdy wybieram się na taki wylot? Z reguły połowę plecaka zajmuję torba fotograficzna z aparatem i obiektywem, do tego dorzucam kilka kanapek, czekoladę, kabanosy (bardzo przydatne!), dmuchaną poduszkę podróżną, coby gdzieś przysnąć ;), jakąś ksiązkę/gazetę do czytania, i podstawowe przybory do higieny. Tak zapakowany plecak mieści się w wymiarach wymaganych przez linię lotniczą i nie przekracza dopuszczalnego limitu wagi – 10kg. Security bez problemu przeszedłem i oczekiwałem na swój lot do Szwecji. Tym razem autobus lotniskowy zawiózł nas pod HA-LWB Airbus A320. Start z pasa 29, i po chwili obraliśmy kurs na północ. Po niespełna półtora godzinnym locie, wylądowałem w Szwecji, która już po raz drugi przywitała mnie pochmurną i lekko deszczową pogodą.

Kokpit A320 HA-LWB
Tuż po deboardingu w NYO

Pomimo czerwca, ciepło za bardzo nie było, lecz jednak jest to Skandynawia, więc nie byłem zbyt zdziwiony tym faktem. Było już po 21, lecz tutaj ciągle widno. Postanowiłem skorzystać jeszcze z ostatnich promieni słonecznych i wybrałem się na spacer wokół lotniska, aby poszukać jakichś ciekawych miejsc do fotografowania. Pokręciłem się w pobliżu płotu lotniska, gdyż chciałem uchwycić Bombardiera Dasha Q400 Szwedzkiej Straży Przybrzeżnej. Wzbudziłem jednak zainteresowanie miejscowego SOLu i po chwili przyjechała do mnie strażniczka aby zobaczyć kim jestem i co robię. Wywiązała się pomiędzy nami krótka i przyjemna rozmowa, nie było żadnej nagonki, że powinienem odejść stąd jak najszybciej – nic z tych rzeczy. Zamiast tego pani strażnik, uprzejmie poinformowała, że Straż Przybrzeżna nie życzy sobie fotografowania ich samolotu, a następnie zapytała się kim jestem, skąd przyjechałem po co itd.

Mitsubishi MU-2B LY-ZDV

Trochę była zdziwiona, że wpadłem tu tylko na jedną noc i następnego dnia będę wracał, lecz odchodząc życzyła mi miłego pobytu. Ściemniło się już porządnie i około 23 byłem ponownie na terminalu aby poszukać jakiegoś miejsca do spania. Niestety lotnisko Skavsta nie jest przyjazne dla noclegu. Nie ma ani jednego dobrego miejsca, chyba że ktoś ma własną karimatę i może się rozłożyć. Od 23 do mniej więcej 2 w nocy przespałem, albo raczej starałem się przespać w części koło checkinów. Jednakże moje starania były daremne, pozycja półsiedząca nie była zbyt wygodna, co więcej nie byłem tutaj sam – obok mnie noc również spędzała niezwykle hałaśliwa rodzinka Włochów – 4 dorosłych i 3 dzieci – oraz para z Japonii(tak sądzę). Nadeszła godzina 2 w nocy, więc postanowiłem wyjść trochę na zewnątrz, może jak odetchnę świeżym powietrzem to jak wrócę to się uda przespać. Na dworzu było strasznie zimno, podejrzewam że temperatura w nocy oscylowała w okolicy 0C (czerwiec), lecz był to wynik czystego i pięknie ugwieżdżonego nieba. Długo na zewnątrz nie wytrzymałem, gdyż nie byłem na taki spadek temperatury przygotowany i poszedłem szukać jakiegoś nowego miejsca do spania. Tym razem zaszedłem do części w której znajdowały się restauracje – i to tu powinienem od razu przyjść, gdyż było względnie cicho, ale także były krzesła, które odpowiednio ustawione tworzyły jako taką powierzchnię, na której można było w pozycji leżącej trochę odpocząć 😀
Nadszedł ranek, godzina 5 rano(warto nadmienić iż przez całą noc można było zaobserwować łunę słoneczną na horyzoncie, więc nie było zupełnie ciemnej nocy) i wyruszyłem w stronę przystanku autobusowego aby udać się do pobliskiego miasteczka Nykoping. Jadąc w stronę miasta, zaobserwowałem fantastyczną mgłę, która rozpościerała się pośród pola, lecz była na tyle niska, że było widać jej szczyt, i wyłaniające się z niej korony drzew – w połączeniu z przepięknym porannym światłem dawało to niesamowity efekt.

Po 15 minutach jazdy dotarłem do miasteczka. Słońce świeciło już od dobrej godziny, lecz miasto nadal było pogrążone we śnie. Jedynie od czasu do czasu z jednej strony ulicy na drugą przebiegały, pokaźnych rozmiarów zające – nieco mnie to zdziwiło, lecz potem jak się okazało było to tutaj całkiem normalne.

Pierwszym punktem jakie chciałem odwiedzić w tym mieście była przystań. Gdy do niej dotarłem – oniemiałem, i nie ma tu ani krzty przesady. Widok jaki zastałem, wyrył mi się w pamięci bardzo głęboko. Czysta, nietknięta wiatrem tafla wody, która stała się dosłownie lustrem, lekka mgła unosząca się tuż nad nią, ciepłe kolory porannego słońca oraz przymocowane żaglówki do pomostu utworzyły magiczny widok.

Następnie udałem się wzdłuż brzegu, dalej w głąb miasta.
Minęło kilka godzin, miasto zaczęło ponownie tętnić życiem, zrobiło się przyjemnie i ciepło, więc ponownie poszedłem w okolice przystani. Znalazłem niewielką ławkę, na której mogłem chwilę poleżeć i powygrzewać się we wczesnoletnim słońcu. Dawno nie czułem się tak dobrze jak wtedy – niezależny od nikogo, mogę zrobić, pójść gdzie tylko zechcę, czułem że życie należy do mnie, że korzystam z niego do końca. Po około półgodzinie odpoczynku, wstałem i ponownie obszedłem miasteczko, tym razem obserwując jak wygląda w pełni życia.

After takeoff 😉
Niespodzianka

Prędko czas zleciał do godziny 14 i postanowiłem wracać na lotnisko. Była to dobra decyzja, gdyż parę minut po wejściu do autobusu powrotnego, zaczęło padać. Jak się potem okazało, nie był to pierwszy deszcz tego dnia. Gdy dotarłem na lotnisku, rozpętała się porządna ulewa, pogoda dramatycznie się zmieniła, jeśli patrzeć kilka godzin wstecz, gdy było czyste, niebieskie niebo. Miałem nadzieję, że deszcz dość szybko ustanie, i będę mógł pójść porobić trochę zdjęć samolotom na krótkiej prostej do lądowania. Jednak, za każdym razem gdy wychodziłem na zewnątrz, deszcz znów dawał o sobie znać. Podjąłem 3 takie próby, każda zakończona niepowodzeniem .Na moje szczęście, znalazło się w końcu pewne okienko w chmurach, które pozwoliło mi złapać kilka Ryanairów. Przy okazji, przy lądowaniu, tworzyły się bardzo ładne smugi kondensacyjne, powstałe w skutek natarcia z dużą prędkością ostrej krawędzi w wilgotnym powietrzu.
Lotnisko w Skavsta, jeśli chodzi o atrakcyjność spotterską jest na szarym końcu – poza Ryanairem i Wizzairem  nie ma tu żadnej innej linii regularnie latającej. Mimo to, tuż przed progiem pasa istnieje górka z której można fotografować, co więcej stoi także stolik i ławki do siedzenia.

Ostatnie kilka godzin przed odlotem minęły dość szybko, pewnie dlatego iż nie mogłem się doczekać ciepłego, domowego łóżka i o godzinie 21:30 wystartowaliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Również i tym razem wiózł nas HA-LWB. Podczas lotu usiadłem po prawej stronie, coby mieć dogodny widok na zachodzące słońce. Zniżając na Okęcie przelatywaliśmy nad samym centrum Warszawy.

Centrum Warszawy w nocy.

Parę minut przed godziną 23 nasz samolot szczęśliwie i bezpiecznie dotknął pasa 33 i odkołowaliśmy na płytę postojową.
Podsumowując. Był to pierwszy taki wyjazd, który odbyłem sam. Jednakże był to jeden z ciekawszych i bardziej udanych wylotów, ponieważ tutaj naprawdę odczułem sens podróżowania i poznawania nowych miejsc, niekoniecznie tych najpopularniejszych wśród turystów. „Popełniłem” kilka zdjęć z których jestem bardzo zadowolony, i które z pewnością jeszcze przez wiele lat będą mi przypominać o tej wycieczce. Co prawda nazwa lotniska sugerować że byłem w stolicy Szwecji – Sztokholmie, lecz prawda jest taka, że do samego centrum miasta brakowało mi jakichś 100km. Odwiedziłem tylko pobliskie miasteczko – może następnym razem uda się dotrzeć gdzieś dalej.
Gorąco zapraszam do komentowania, tymczasem już w następny weekend, przedstawię relację z trzydniowego wyjazdu do Mediolanu; będzie on bardzo obszerny w zdjęcia, a także tekst, dlatego prawdopodobnie zostanie podzielony na 2 części i opublikowany zarówno w sobotę jak i niedzielę.
A z okazji Świąt Wielkanocnych, życzę moim czytelnikom Wesołych Świąt, odpoczynku od spraw codziennych oraz tylu lądowań ilu startów 😉

Do miłego! 😉

Reklamy

WAW-MMX-GDN 1-2.03.2012, czyli odkrywamy Szwecję.

Podróże, w moim pierwotnym założeniu, miały być jednym z tematów wiodących mojego bloga. Zatem wpadłem na pomysł, aby regularnie, tego samego dnia o tej samej porze, publikować wpis, relację z odbytej już podróży. W przypadku krótkich wypadów na spotting, czyli wylot > noc za granicą > powrót następnego dnia, będę robił jeden wpis, natomiast w przypadku nieco dłuższych wyjazdów, gdzie oprócz spottingu, udało mi się co nieco zwiedzić, będę publikował 2 wpisy – jeden poświęcony tylko spottingowi, drugi natomiast związany tylko z częścią turystyczną.

Na pierwszy ogień idzie wylot do Malmo w Szwecji (i wówczas zobaczyłem jaką świetną przygodą, a także niewątpliwie nowym doświadczeniem są krótkie dwu-trzydniowe wypady zagranicę).

Wszystko zaczęło się od mojego znajomego Mateusza, który pewnego dnia zapytał się czy nie chciałbym wyskoczyć gdzieś za parę złotych. Zgodziłem się od razu, bez względu na kierunek. Udało się nam na miesiąć przed wylotem zarezerwować na stronie Wizzaira bilety z Warszawy do Malmo, z powrotem do Gdańska. Cena którą musieliśmy zapłacić za oba odcinki lotu była śmiesznie mała – około 19zł. Tuż przed wyjazdem w głowie kłębiła mi się masa pytań: gdzie spać po przylocie? jaka będzie pogoda? czy wszystko wziąłem? co jeśli nie zdążę na samolot powrotny? Jednakże jak się okazało, moje obawy były bezpodstawne. Wylot z Warszawy był zaplanowany na 9:15, więc bez problemu odpowiednio wcześniej udałem się na lotnisku, przeszedłem security i mając jeszcze 30minut do boardingu oczekiwałem pod właściwym gatem. Żadnego bagażu rejestrowanego nie miałem, gdyż w lowcostach jest on dodtakowo płatny, a na jedną noc spokojnie można się zmieścić w zwykły plecak. Boarding odbył się sprawnie i punktualnie o czasie rozpoczęliśmy kołowanie w kierunku pasa startowego 29. Wartym podkreślenia jest fakt, iż „wiózł” nas wtedy A320 o rejestracji HA-LWA.  Lot był spokojny, i po około godzinie od startu wylądowaliśmy w Szwecji.

Niestety pogoda nie była zbyt gościnna, gdyż powitała nas chmurami o niskiej podstawie, lekką mżawką i niską temperaturą. Podczas deboardingu, spróbowałem swojego szczęścia i zapytałem się stewardessy czy byłaby możliwość zrobienia zdjęcia w kokpicie – odpowiedź była pozytywna, co więcej kapitan zaproponował mi, czy nie chciałbym zrobić sobie zdjęcia na fotelu w kokpicie, więc od razu się zgodziłem.

Lotnisko samo w sobie jest lotniskiem niewielkim. Operują z niego oprócz Wizzaira, Malmo Aviation oraz SAS, a także od czasu do czasu można spotkać A330-200 Thomasa Cooka. Na tym lotnisku, obecne jest jeszcze baza cargo, więc możemy tu spotkać UPSa (2x B76F rano i wieczorem) a także inne linie cargo.

Godzinę po przylocie, wsiedliśmy w autobus z lotniska do Malmo. Szczęśliwie pogoda zaczęła się poprawiać. Z autobusu wysiedliśmy tuż obok głownej stacji kolejowej i rozpoczęliśmy zwiedzanie. Jeden dzień spokojnie wystarczy na obejście wszystkich ciekawszych rzeczy. Słynnym budynkiem w Malmo jest nietypowy, bo poskręcany wieżowiec zwany „Turning Torso”. Odwiedziliśmy również lokalny rynek, stadion piłkarski, wstąpiliśmy do miejscowej biblioteki a także kilku parków. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć:

Pogoda poprawiła się do tego stopnia, że tuż pod wieczór miałem możliwość obejrzenia przepięknego zachodu słońca, które to zachodziło nad widoczną na horyzoncie Kopenhagą. 

Niestety musieliśmy już wracać na lotnisko, gdyż nie chcieliśmy przegapić ostatniego autobusu w tym dniu. Pojechaliśmy tym razem nieco inną trasą i skorzystaliśmy z pociągu. Zawiózł nas on do miasteczka niedaleko lotniska, a stąd już na terminal pojechaliśmy autobusem. Ogromnie zmęczeni, poszliśmy sukać jakiegoś miejsca, gdzie możnaby było przespać chociaż parę godzin. I znaleźliśmy –  miejsce to znajduje się w części ogólnodostępnej terminala tuż obok checkinów. Znajdują się tam ławki, lecz niestey każda z podpórką pod ręce, więc niedało się „komfortowo” rozłożyć. Jednak tuż obok ławek znajdowały się takie podłużne płaskie grzejniki, troche wąskie, ale na tyle szerokie, aby mająć pod sobą kurtkę zimową wygodnie się rozłożyć i odpocząć po całym dniu. Co więcej tuż obok znajdowały się kontakty elektryczne, więc można było sobie podładować baterię w telefonie, czy aparacie. Dodatkowym plusem tego miejsca, jest fakt iż leżąc na boku ma się widok na płytę, więc można obserwować nocne operacje na lotnisku. Nie było żadnego problemu ze spędzeniem nocy w tym miejscu, strażnik chodził kilka razy w naszej okolicy, lecz nie zwracał na nas uwagi.

Spało się na tyle dobrze, że przespałem 4 godziny i obudziłem się o 4 rano, aby pójść na „taras” obserwacyjny, porobić kilka nocnych zdjęć, gdyż o tej godzinie odbywał się rozładunek i załadunek samolotów cargo. W momencie gdy weszliśmy na taras, naszym oczom ukazał się piękny widok na płytę, lecz niestety z wieloma latarniami, co czasem przeszkadzało w zrobieniu dobrego zdjęcia. Na płycie obecnie stały 2xB76F UPS, Antonov An12 ATran, Bae ATP West Air, oraz B734F TNT. W między czasie przyleciał bizjet Beechcraft KingAir, lecz niestety nie mam informacji o rejestracji.

Nadszedł ranek, wykonałem jeszcze kilka fotek i nadszedł czas aby pożegnać się ze Szwecją. Tym razem podstawiony został nam HA-LPQ. Parę minut po 12 odbiliśmy od rękawa i niespełna po 40m minutach byliśmy już w Gdańsku. Także i tym razem udało się odwiedzić kokpit, celem zrobienia zdjęcia. Z lotniska udaliśmy się do centrum, (przy okazji skoczyliśmy jeszcze na plażę) i tam oczekiwaliśmy na PolskiegoBusa do Warszawy. Wieczorem byłem już w domu, zmęczony, ale szczęśliwy zakończyłem mój pierwszy takiego typu wyjazd. Wszelkie uwagi dotyczące relacji mile widziane, co zmienić, co poprawić?
A już w następną sobotę, kolejna relacja!

Samoloty na wysokościach przelotowych – część I

Zima jest najlepszym okresem do fotografii samolotów lecących ~10km nad głową. Głównie za sprawą krystalicznie przejrzystego i mroźnego powietrza, które nie przeszkadza w obserwacji tak jak robi to rozgrzane i falujące powietrze zniekształcające sylwetki samolotów. W ciągu ostatnich kilku dni, po nawałnicy śnieżnej gdy spadło śniegu po kolana przez jedną noc, dominowało piękne słońce i czyste niebo – kolejna okazja, aby złapać kilka przelotówek 🙂
Biorąc pod uwagę fakt, iż czytelnicy mojego bloga nie są w 100% zaznajomieni z różnymi terminami i skrótami lotniczymi, będę starał się je nieco rozjaśnić. Najlepiej pokaże to przykład, oto i on: (zdjęcie w większej rozdzielczości, po kliknięciu na obrazek)

QTR6059 | B77F | A7-BFA | FL340 | DOH-AMS | DIBED-> LASIS | 16.03.2013/ 15:28

QTR6059 – jest to callsign, czyli innymi słowy, skrót zawierający nazwę linii (QTR-Qatar Airways) oraz numer lotu – 6059. Callsignu używają zarówno piloci i kontrolerzy ruchu lotniczego przy komunikacji radiowej.
B77F – model maszyny. W tym wypadku jest to Boeing 777F czyli w wersji towarowej (F-freight)
A7-BFA – rejestracja samolotu. A7, jest typowym początkiem rejestracji dla Kataru. W przypadku Polski jest to SP.
FL340 – poziom przelotowy w danym momencie na poziomie 34 000 stóp, czyli około 10,3km nad ziemią.
DOH-AMS – port wylotowy, oraz dolotowy. DOH- Doha International Airport, AMS – Amsterdam Schiphol.
DIBED>LASIS – są to punkty na mapie nawigacyjnej, tzw RNAV points. Są jak skrzyżowania dróg samochowych.
Jak widać, nie jest to zbyt skomplikowany „szyfr”. Dane samolotu oraz przelotu, pobrałem ze strony http://www.flightradar24.com

A teraz kolejna porcja przelotówek, zapraszam:

UAE29 | A388 | A6-EDK | FL400 | DXB-LHR | DIBED>LASIS | 17.03.2013 / 12:27

QTR001 | A346 | A7-AGD | FL380 | DOH-LHR | DIBED>LASIS | 16.03.13 / 15:56

KLM811 | B772 | PH-BQL | FL330 | AMS-KUL | LASIS>DIBED | 16.03.13 / 14:18

QTR006 | A346 | A7-AGD | FL370 | LHR-DOH | ERGON>DIBED | 28.02.13 / 13:19

ETD012 | B77W | A6-ETK | FL350 | LHR-AUH | ERGON>DIBED | 28.02.13 / 12:47

KLM811 | B744 | PH-BFM | FL290 | AMS-KUL | ???>DIBED | 27.02.13 / 14:23

Zdjęcia zostały zrobione z Rzeszowa. To by było na tyle. Mam nadzieję że zaciekawiłem i oswoiłem Was co nieco z tematem Extreme Spottingu. Wkrótce zamieszczę kolejny post, ale na jaki temat? Tego sam jeszcze nie wiem, do zobaczenia! 🙂

Pierwsze kroki.

Witajcie na moim blogu. Będzie on poświęcony tematyce lotniczej i podróżniczej, tak jak tytuł bloga sugeruje. Będę starał się publikować relacje z podróży (jeśli będzie możliwość, to będę robił relacje „na żywo”) oraz umieszczać wszelkie zdjęcia lotnicze jak i typowo wycieczkowe. Początki zawsze są trudne, lecz mam nadzieję szybko przejść ten etap, i regularnie dodawać nowe posty 🙂