11-14 kwiecień 2013 – RZE-GRO-RZE, czyli wiosenna wycieczka do stolicy Katalonii.

Był chłodny, jeszcze zimowy wieczór, gdy na fanpagu Rzeszów Airport – Bliżej Ciebie, zauważyłem konkurs w którym do wygrania były bilety w obie strony z Rzeszowa do 4 miast w Europie – Bristolu, Girony, Glasgow oraz Trapani. Jedyne co trzeba było zrobić, to wysłać na maila swoją propozycję sloganu reklamującego nowe połączenia Ryanaira ze stolicy Podkarpacia. Idąc za radą mojego kolegi Marcina, postanowiłem tak jak on wziąć udział i wysłałem kilka swoich propozycji. Jednocześnie umówiliśmy się, że w momencie jak jeden z nas wygra, a drugiemu się nie uda, to obaj płacimy po połowie za bilet tego drugiego, tak aby również poleciał. Los sprawił, że byłem jednym z 5 szczęśliwców, którzy wygrali bilet (pozdrawiam Natalię ;). Niewiele myśląc, kierunek jaki wybrałem to była Girona – niewielkie, hiszpańskie miasteczko, położone 100km od Barcelony, czyli jakieś 1,5h jazdy pociągiem. Szczęśliwie daty i godziny wylotów odpowiednio dopasowały się do mojego rozkładu zajęć, więc wylatując na prawie 4 dni, nie straciłem żadnych wykładów. Umowa to umowa, a zatem zgodnie z wcześniejszą obietnicą, zarezerwowałem bilet na te same loty Marcinowi – w końcu zawsze raźniej, niż samemu.

Dlaczego Girona, a nie Bristol czy Trapani? Odpowiedź jest w sumie prosta – lotnisko El Prat w Barcelonie i ciekawe samoloty tam lądujące :). Kolejnym powodem był fakt, iż największe szanse na słoneczną i ciepłą pogodę mieliśmy właśnie w Hiszpanii, no i dobrze byłoby zobaczyć miasto Gaudiego. Pomimo tego, że do wylotu zostało jeszcze sporo czasu, ja już przygotowałem sobie spis większości maszyn lądujących na El Prat, oraz mapkę wszystkich, ciekawych miejsc wokół lotniska, z których można porobić zdjęcia.

 11 kwiecień 2013. Zakupy zrobione, plecak spakowany, baterie naładowane – czas ruszać!

 Wylot o godzinie 20:45, więc na lotnisku pojawiliśmy się kilkanaście minut po godzinie 19. Niestety, tym razem nie udało się znaleźć nikogo kto chciałby nas przenocować przez 2 dni za pośrednictwem strony couchsurfing, więc musieliśmy zarezerwować sobie hostel – w samym centrum Barcelony, w przepięknej kamienicy za jedyne 100zł od osoby za 2 noce. Samolot w końcu przyleciał, rozładował pasażerów i za chwilę rozpoczął się nasz boarding. Wiózł nas tradycyjnie 737-800 (Ryanair, operuje tylko na jednym typie samolotów i ma ich ponad 300 w swojej flocie) o rejestracji EI-EFK. Punktualnie rozpoczęliśmy kołowanie i po chwili wzbiliśmy się w powietrze i obraliśmy kurs na południowy zachód. Lot był wyjątkowo nudny – żadnych turbulencji, za oknem nic nie widać, bo słońce zdążyło już zajść. 3 godziny lotu dłużyły się strasznie, zdążyłem się chwilę zdrzemnąć, przeczytać kilkanaście stron książki, a ciągle było jeszcze daleko. W końcu dolecieliśmy – pierwszą noc spędzamy na lotnisku, a z rana wyruszamy do Barcelony. Ku mojemu zdziwieniu, mimo że przylecieliśmy jednym z ostatnich lotów tego dnia, to sporo ławek w części ogólnodostępnej terminala było jeszcze wolnych. Udało nam się zająć jedną z nich, która miała tylko dwa oparcia na ręce na obu końcach, także nie obawiałem się już co do noclegu. Z czasem coraz więcej ludzi się gromadziło, aż wszystkie ławki zostały zajęte. Noc minęła jako tako, udało się przespać około 3 godziny, co wg. mnie jest wynikiem dobrym. Z terminala wyszliśmy kilka minut po godzinie 7, aby spacerkiem, przejść kilka kilometrów do miasteczka znajdującego się opodal lotniska o nazwie Riudellots.

Ławki na których można od biedy przespać kilka godzin.

Tam znajduje się stacja, na której czekaliśmy na pociąg do Barcelony. O 8:30 pociąg podjechał i ruszyliśmy na południe. Pomimo założenia bluzy i kurtki wiosennej, czuć było chłodne powietrze – jednakże z każdą minutą robiło się coraz cieplej. Biletów na stacji kupić się nie da, ponieważ budynek stacji jest nieczynny. Wsiedliśmy do pociągu i mniej więcej w połowie trasy przeszedł konduktor pociągu, u którego kupiliśmy bilet. Koszt to 7,2€ w jedną stronę. Po półtoragodzinnej podróży wysiedliśmy na stacji Barcelona Sants i ruszyliśmy na zwiedzanie.

Chwilę po wyjściu z dworca Barcelona Sants.

Do czasu naszego przyjazdu, powietrze zdążyło się już nagrzać do odpowiedniej temperatury – było przyjemnie ciepło, a z lekkim wiatrem dawało to idealną temperaturę. Ze stacji ruszyliśmy w kierunku pierwszego punktu zwiedzania – Pałacu Narodowego. Historia powstania tej potężnej budowli sięga lat 20. XX wieku. We wnętrzu znajdują się tysiące dzieł sztuki, gdyż znajduje się tutaj Katalońskie Muzeum Narodowe Sztuk Pięknych, lecz wstęp kosztuje kilkanaście euro, co dla nas było ceną nie do zaakceptowania. Przed schodami prowadzącymi do Pałacu, znajduje się długa ulica z szeregiem fontann, prowadząca do Placu Hiszpanii, a tuż przy budowli znajduje się duża fontanna – Font Magica, która stała się symbolem Barcelony, a wieczorami pokazuje szczególnie swoje piękno, gdy jest podświetlona. Niestety wieczorem nie odwiedziliśmy tego miejsca, może następnym razem. Pałac znajduje się na wzgórzu Montjuic, więc wchodząc coraz wyżej, w kierunku Pałacu, otwierał się przed nami piękny widok, całej panoramy miasta. Mogliśmy z łatwością dostrzec, górującą nad miastem Sagradę Familię oraz słynny biurowiec Torre Agbar.

Pałac Narodowy

Widok ze wzgórza Montjuic

Schodząc z wzgórza, przechodziliśmy przez malownicze ogrody, gdzie można było na chwilę usiąść w cieniu i chwile się zrelaksować w cieniu liści palmowych. Kolejnym punktem w stronę którego zmierzaliśmy był pomnik Kolumba oraz plac Portal de la Pau w dzielnicy portowej. Kierując się w stronę morza, przysiedliśmy na ławce, w zacisznym i spokojnym miejscu aby zjeść drugie(? Albo i pierwsze) śniadanie.

Po leniwej godzinie obserwacji ruchu dookoła nas, wstaliśmy z ławek i ruszyliśmy w stronę Kolumba. Słońce przyjemnie grzało, wiatr od morza lekko chłodził temperaturę do idealnego poziomu – żyć nie umierać :).

Wskazówka godzinowa na zegarze zbliżała się w okolicy jedynki, postanowiliśmy więc, odnaleźć nasz hostel, przy okazji przechadzając się najsłynniejszą ulicą w Barcelonie – La Ramblą, przy której znajduje się ogromna ilość sklepów z pamiątkami, restauracji, kawiarń i innych miejsc powstałych specjalnie dla turystów. Niezbyt mi się ta ulica spodobała, głównie przez spory przemieszczający się we wszystkich kierunkach tłum ludzi.

Obchodząc wąskie uliczki, odchodzące od La Rambli, trafiliśmy w końcu do naszego hostelu, który znajdował się bardzo blisko stacji metra Urqinaona oraz Placu Katalońskiego – odpowiednio 2 i 5 minut marszu. Naszym hotelem był Hip Karma Hostel, zlokalizowany przy skrzyżowaniu dwóch, średnio zatłoczonych ulic. Wnętrze kamienicy, w której znajdował się nasz hostel, było przepiękne, pierwsze co przyszło mi na myśl widząc w jaki sposób wyglądają schody na górę, to kadr z filmu REC ;). Po zameldowaniu się w recepcji, kierownik hostelu, pokazał nam nasze łóżka oraz szafkę zamykaną na kłódkę (po oddaniu w depozyt 5 euro). Pokój w którym my mieliśmy spędzić dwie noce, był przystosowany dla 6 osób. Jak się okazało oprócz nas, pierwszą noc mieliśmy okazję spędzić w towarzystwie dwóch Rosjan, amerykanki oraz hindusa. Nie porozmawialiśmy ze sobą zbyt dużo, bo od razu po wejściu do hostelu padliśmy każdy na swoje łóżko i przespaliśmy 2 godziny. Po tym czasie, gdy nasze siły zostały odpowiednio zregenerowane, przejrzałem mapkę Barcelony, w poszukiwaniu kolejnych atrakcji, które uda nam się jeszcze zobaczyć. Zdecydowaliśmy się wybrać Sagradę Familię, Torre Agbar oraz na wieczór Park Guell.

Wsiedliśmy do metra i po kilku przesiadkach dotarliśmy na miejsce, tuż koło Sagrady. Warto wspomnieć, że komunikacja miejska w Barcelonie jest świetnie zorganizowana, w każde miejsce można łatwo się dostać, oznakowania są czytelne i zrozumiałe. Bilet z którego korzystaliśmy, to polecany przez wszystkich bilet T-10, który uprawniał do 10 przejazdów komunikacją miejską (każdy po max. 75minut). Co ciekawe z jednego odcinka biletu, mogło korzystać kilka osób, także dzięki temu zaoszczędziliśmy kilka euro – koszt biletu to około 10euro. Wracając do tematu, wysiedliśmy z metra tuż przy słynnej katedrze. Przy wyjściu, gdy budowla wyrosła tuż przed nami, słychać było wzdychania turystów na widok katedry i muszę przyznać – ilość detali, szczegółów i majestatyczność Sagrady robi niesamowite wrażenie. Katedra autorstwa Gaudiego (a kogóż by innego w Barcelonie?) budowana jest już od ponad 100 lat i ciągle widać pracę jaka jest prowadzona przez robotników. Do środka nie zaglądaliśmy, 12 euro za wejście, to stanowczo za dużo jak na nasz szczupły, studencki budżet. Słyszeliśmy zresztą opinie mówiące iż wnętrze, nie jest warte swojej ceny, gdyż w środku również toczą się prace remontowo-wykończeniowe.

Po kilkunastu minutach kontemplacji piękna tej budowli w niewielkim parku znajdującym się tuż obok katedry, wyruszyliśmy dalej, tym razem w kierunku biurowca Torre Agbar. Dojazd również metrem, zajął nam kilkanaście minut i po chwili ujrzeliśmy ten dość dziwny budynek, jakim jest właśnie Torre Agbar. Budynek ten wzniesiony w pierwszych latach XXI wieku, przez francuskiego architekta Jeana Nouvela znajduje się w nowej technologiczno-biznesowej dzielnicy Barcelony. Budynek należy do firmy Agbar Group, która zajmuje się usługami oraz dystrybucją związaną z wodą. Biurowiec z bliska wrażenia nie robi, pomimo jego 144 metrów wysokości, lecz jako znany punkt wpisany w krajobraz Barcelony warto było odwiedzić. Dodatkowym plusem (przynajmniej dla mnie jest to korzyść) tego miejsca jest możliwość obserwacji samolotów podchodzących do lądowania na lotnisku El Prat.

Na sam koniec dnia, zostawiliśmy sobie słynny park Guell, projektowany przez Gaudiego. Dojście i dojazd zajął nam trochę czasu, lecz udało się dotrzeć w ostatnich godzinach słońca. Budowla na samym wejściu, robi wrażenie, zresztą jak wszystkie dzieła Gaudiego. Słynna salamandra przed wejściem, sala kolumnowa z 86 kolumnami oraz najdłuższa ławka świata pięknie się prezentowały. Więcej słów nie trzeba, niech zdjęcia przemówią same za siebie.

Takimi płytkami jest wyłożona ławka.

Wracając z parku, wstąpiliśmy na jedzenie do Subwaya, i powoli kierowaliśmy się na zasłużony wypoczynek do hostelu. Przed przyjściem, poszliśmy jeszcze na drobne zakupy, do pobliskiego sklepu. Rzecz, która mnie zdziwiła, to ceny produktów spożywczych, były mniej więcej takie same jak w Polsce, także z głodu nie umieraliśmy 🙂 . W hostelu szybki prysznic, kolacja i spać bo następnego dnia pobudka przed 6 rano, aby dotrzeć na lotnisko El-Prat odpowiednio wcześnie. Spottingu opisywać nie będę, powstały już 2 wpisy ze zdjęciami, z pewnością jeszcze niejeden zostanie dodany.

Nocny widok z balkonu hostelowego.

Powrót odbył się w niedzielę 14 kwietnia, jednakże z uwagi na dość obszerną ilość relacji ze zwiedzania samej Barcelony, krótki opis Girony powstanie w oddzielnym poście. Mam nadzieję, że nie znudziliście się i jeśli czytacie to zdanie, to dziękuję wszystkim za wytrwałość i poświęcenie kilku minut!

Spotting na Okęciu – 5,10 maj

W końcu po świętach, udało mi się zawitać na kilka dni do domu. Długi weekend majowy, pomimo tego iż nie dopisał pod względem pogody, spędziłem bardzo przyjemnie. W niedzielę 5ego maja, na kilka godzin przed powrotem do Rzeszowa, postanowiłem się wybrać na popularną spotterską miejscówkę – górkę przy straży. Główny powód, to przyloty leasingowanych przez LOT, szerokokadłubowców – Airbusa A330-200 z linii HiFly, Boeinga 777-200 (Euroatlantic), a także Boeing 767-300 (Euroatlantic). Oto kilka fotek, zamieszczonych na lotniczej galerii lotnictwo.net.pl. Pomimo tego, że złapałem HiFly, to nie zdążyłem jeszcze go umieścić w galerii. Ciekawostką był także Airbus A320, egzotycznej dość linii AlMasria Universal Airlines, wprost z Marsa Alam w Egipcie.

Samolot i właściciel
Boeing 777 -212(ER)
EuroAtlantic Airways
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
05.05.2013 / CS-TFM / 28513
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Boeing 777 -212(ER)
EuroAtlantic Airways
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
05.05.2013 / CS-TFM / 28513
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Airbus A330 -243
Emirates
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
05.05.2013 / A6-EKU / 295
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Airbus A330 -243
Emirates
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
05.05.2013 / A6-EKU / 295
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Airbus A320 -232
Almasria Universal Airlines
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
05.05.2013 / SU-TCE / 977
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)

Niespełna po kilku dniach z powodów rodzinnych, musiałem wracać do domu i przez to ominęła mnie wycieczka na lotnisko w Balicach, organizowana przez koło naukowe, którego jestem członkiem – Aviation Management Club. Szczęśliwie, po przyjeździe, dowiedziałem się że 10 maja przylatuje do nas rosyjski minister spraw zagranicznych – Siergiej Ławrow, na nietypowej maszynie – Tupolewie Tu214. Z uwagi na zajęte przedpołudnie, wraz z dwójką znajomych spotterów, pojechałem przed 16 na górkę LSP, aby złapać Tutkę przy starcie. Oto zdjęcie ze startu. Start nas nieco zaskoczył, bo tutka oderwała się od pasa, bardzo wcześnie i gdy nas mijała, miała już schowane podwozie.

Samolot i właściciel
Tupolev Tu-214
Russia – State Transport Company
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / RA-64521 / 43911021
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Boeing 737 -86Q
Travel Service Hungary
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / HA-LKE / 30278
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Boeing 767 -341(ER)
LOT Polish Airlines
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / SP-LPE / 24843
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Airbus A320 -232
Qatar Airways
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / A7-AHB / 4130
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)

Samolot i właściciel
Boeing 737 -45D
LOT Polish Airlines
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / SP-LLG / 28753
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Boeing 737 -45D
LOT Charters
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / SP-LLE / 27914
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)
Samolot i właściciel
Airbus A320 -232
Small Planet Airlines
Lotnisko
Poland: Warszawa – Okecie / Frederic Chopin (WAW EPWA)
Data /REG / CN
10.05.2013 / SP-HAC / 739
Autor
Andrzej Malinowski (EPRZ Spotting Team)

Czasu wolnego coraz mniej, egzaminy na horyzoncie, także zdjęć i postów przybywa w żółwim tempie. Jednakże obiecuję zwiększyć tempo już w czerwcu, bo zapowiadają się ciekawe spottersko wakacje. 🙂