Wieczorny IŁ.

Rzeszów Jasionka / 28-29 październik 2013

W ostatnich dniach, poraz kolejny w tym roku, na rzeszowskim lotnisku wylądował Ilyushin IL76TD, białoruskiej linii towarowej. Co było przewożone, kto był odbiorcą, jest to tajna informacja i nic na ten temat nie mogę powiedzieć.
Byłem zarówno na przylocie we wtorek, a także na wieczornym rozładunku w środę.
Poprzednio gdy mogłem go sfotografować, przyleciał w lutym a potem w kwietniu – link do poprzedniego postu: „Ach ten Ilyushin”
Dźwięk silników był nie do opisania. Pewnie będzie to najkrótszy post, ale zdjęcia mówią same ze siebie, więcej dodawać nie trzeba.

Bonus, pierwszy film na YT, może będzie ich więcej. Wybaczcie trzęszący i nieostry obraz, z czasem będzie lepiej 🙂

TransaviaCargo Export Ilyushin Il76-TD
TransaviaCargo Export Ilyushin Il76-TD
Trans Avia Export Cargo Ilyushin Il76TD
Ilyushin IL76TD Trans Avia Export Cargo
Ilyushin IL76TD Trans Avia Export Cargo
Ilyushin IL76TD Trans Avia Export Cargo

Mój faworyt na moje najlepsze ujęcie w tym roku.

W grodzie Kraka i Instytucie Lotnictwa.

15 październik 2013 / Kraków Airport Balice.

Dzięki uprzejmości zarządu lotniska w Balicach, oraz współorganizacji przez EPKK Spotters, 15 października odbył się spotting-meeting największych grup spotterskich z południa Polski – z lotnisk we Wrocławiu (Wrocław Spotters), Katowic (EPKT Spotters, Silesia Spotters), Rzeszowa (EPRZ Spotting Team) no i Krakowa.
Szczęśliwie, dzień ten był akurat dla mnie wolnym, więc jako jedyny reprezentant, z naszej skromnej 7 osobowej grupy, pojechałem do Krakowa.
Podróż zaczęła się zaledwie kilka godzin po moim przyjeździe do Rzeszowa. Pobudka o 2:30, żeby na spokojnie zdążyć na Intecity do Krakowa o 3:54. Dawno nie jechałem polskimi kolejami (nie licząć pociągów podmiejskich) i byłem zaskoczony standardem jaki panował w środku. Nowoczesne wagony, wygodne siedzenia, gniazdka z których można było sobie podładować baterię, a nawet ekran dotykowy (!) nad wejściem do przedziału pokazujący główne informacje tj, następne przystanki, prędkość, temperatura, godzina itp.

Do Krakowa przyjechaliśmy punktualnie o 7:23 i miałem kilkanaście minut aby odnaleźć Dworzec Główny Wschodni, skąd odjeżdżał autobus na lotnisko. Nie obyło się bez dezorientacji i trafiłem do autobusu w ostatniej chwili. Po dość długiej przejażdżce, o 8:15 byłem na lotnisku. Tam poszedłem pod umówione miejsce spotkania, gdzie spotkałem wszystkich spotterów.

Szybka kontrola bezpieczeństwa, wsiadamy do autobusu i pojechaliśmy na obecnie nieczynne stanowiska postojowe. Z tego miejsca mieliśmy doskonały przegląd na ruch na płycie, widzieliśmy także lądowania. Pogoda była bardzo kiepska. Mgła skutecznie ograniczała ilość słońca. Jednak dzięki mgle, która była gęstsza w Katowicach, przekierowali do Krakowa 3 samoloty – 2x Wizzair oraz 1x Corendon.

Bardzo się cieszyłem, gdy zobaczyłem że ląduje Sukhoi Su 100-95, w okazjonalnym, kolorowym malowaniu Aeroflotu.

Sukhoi Su100-95 Aeroflot 90 years anniversary

Kolejne fotki z tego miejsca.

Boeing 737-800 Ryanair
Airbus A319 easyJet
Airbus A320 Wizzair
Airbus A319 easyJet
Boeing 737-700 Air Berlin
Airbus A319 Lufthansa
Boeing 737-800 Ryanair
Airbus A320 Wizzair
Boeing 737-800 Ryanair
Airbus A319 easyJet

Po 1,5h pojechaliśmy na drugą miejscówkę, koło remizy strażackiej. W trakcie jazdy, doszło do dość kuriozalnej i ciekawej sytuacji. Otóż jechaliśmy wraz z dyżurnym w drugim samochodzie drogą kołowania. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po drugiej stronie kołował… Thomson Boeing 737-800. Kierowca cisnął naszego busika do granic możliwości, gdy dyżurny obok jeszcze nas popędzał. Świetny był widok, gdy pędziliśmy 100kmh a z naprzeciwka, po tej samej drodze kołował samolot. Szczęśliwie dojechaliśmy we wskazane wcześniej miejsce w porę i udało się jeszcze zrobić „Tomkowi” kilka zdjęć.

Boeing 737-800 Thomson Airways

Będąc przy remizie, strażacy pokazali nam nowoczesne pojazdy – szczególne wrażenie robi Rosenbauer Panther, pojazd, któremu żadne sytuacje nie są straszne. Wrzuciłbym filmik, ale niestety mam tutaj internet dość wolny i przesyłanie trwałoby wieki.

Rozebrany silnik jednego z pojazów LSP

Tutaj też mieliśmy dobry widok na pas startowy, oraz samoloty kołujące na płytę po wylądowaniu. Co kilkanaście minut manewr „touch&go” wykonywała nasza Kasia, a konkretnie wojskowy samolot transportowy Casa C295. Po wylądowaniu testowane były silniki i… zdolność kołowania na wstecznym ciągu. Wyglądało to dość ciekawie…

Casa C295 trenująca na wstecznym
Casa C295
Boeing 737-800 Norwegian
Airbus A319 germanwings

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Po spottingu, pojechałem jeszcze na chwilę na krakowski  rynek zjeść i odpocząć (Paweuę pozdrawiam Cię, zobaczymy czy przeczytasz to :D).
Autobus powrotny do Rzeszowa odjeżdżał tuż przed 16, zatem przed 19 byłem już w domu. I tak zakończyła się pierwsza spotterska wizyta w Krakowie.

18 październik 2013 – Instytut Lotnictwa, Warszawa

Niecałe 3 dni później, wraz z kołem naukowym Aviation Management Club, dzięki wsparciu ze strony uczelni, pojechaliśmy do Warszawy na 5 Noc w Instytucie Lotnictwa. Wrażenia? Samoloty jak najbardziej ok, z bliska można było się przyjrzeć Casie, Eurocopterowi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, czy samolotom szkoleniowym z aeroklubów.

Były pokazy poduszkowców, które dosłownie zdmuchnęły nas z ziemi, był pokaz tunelu aerodynamicznego (największa porażka – czekać pół godziny aby zobaczyć jak pracownik wrzuca balony, które wystrzeliwują z dużą prędkością, i jak macha chorągiewką…).

Były stoiska z symulatorami lotniczymi, eksperci tłumaczyli budowę i zasady działania silników turbowentylatorowych, i wiele innych mniejszych lub większych atrakcji. Wszystko fajnie, ale jednak mimo wszystko tego czegoś mi brakowało.

O 23:30 autobusem wyruszyliśmy w drogę powrotną i już o 4 rano byłem w domu.
Obecnie mam jeden z cięższych tygodni na uczelni, więc raczej nie przewiduje żadnych postów w przeciągu tygodnia, no chyba że coś ciekawego wydarzy się na Jasionce.

Do zobaczenia!

Vadászat a Cargolux – egy utat Budapest.

7-8 październik 2013 / Warszawa-Modlin; Budapeszt

Najpierw zacznę od przyczyny jak to się stało, że znów rok po ostatniej wizycie w Budapeszcie, ponownie lecę do tego miejsca. Ponownie, wycieczka odbyła się dzięki bardzo niskim cenom jakie zaoferował Ryanair – głównie ze względu na ponowne otwarcie połączeń z nieszczęsnego Modlina.
Było wiele tanich biletów do zgarnięcia. 38zł za Oslo, czy Sztokholm, lecz od razu odrzucałem te kierunki – Szwecja zaliczona, Oslo jeszcze nie, ale o tej porze w Skandynawii mogłem trafić na kiepską pogodę. Trzecim kierunkiem w tej cenie był właśnie Budapeszt. Szybko przejrzałem dostępne terminy, a po sprawdzeniu ich z rozkładem przylotów w Budapeszie, zabookowałem ostatecznie bilety.

Wybór padł na 7 i 8 październik, odpowiednio poniedziałek i wtorek. Przylot do Węgier zaplanowany był na 15:25, a odlot o 19:05, co dawało mi łącznie prawie 29 godzin do dyspozycji.
Skłamałbym mówiąc, że lecę tam aby pozwiedzać – miast zobaczyłem już przed rokiem, a tym razem chciałem wyjazd poświęcić głównie na spotting. Lotnisko w stolicy Węgier zalicza się do całkiem ciekawych pod względem spotterskim, głównie za sprawą regularnych lotów cargo, luxemburskich linii Cargolux na popularnym Jumbo Jecie i to na najnowszym typie – wersji 8F. Zadowolony z tego, że uda mi się złapać moją ulubioną maszynę jaką jest 747, zacząłem planowanie wyjazdu…

Do ostatniej chwili sprawdzałem jaka maszyna będzie obsługiwać lot Cargoluxa. Wg. moich obserwacji powinien to być LX-VCI, czyli najnowszy nabytek tej linii, dostarczony, zaledwie 12 dni wcześniej.

Po mniej więcej 1,5h dojeździe z domu na lotnisko w Modlinie, miałem trochę czasu, więc na spokojnie przeszedłem kontrolę security i oczekiwałem pod gatem na lot. Jak to w przypadku boardingu do Ryanaira bywa, kolejka do sprawdzenia kart pokładowych ustawiła się już godzinę przed odlotem i tą godzinę staliśmy aby w końcu ruszyć do samolotu.
Przyleciał klasycznie Boeing 737-800 (jedyny typ jaki używa Ryan) o rejestracji EI-DLD.
Po wejściu na pokład zająłem miejsce 10A, tuż przed skrzydłem. Start punktualny i po chwili wylecieliśmy z niskopołożonych chmur w kierunku południowym.
Miałem to szczęście że przelatywaliśmy na zachód od Tatr, dzięki dobrej pogodzie mogłem je podziwiać w pełnej krasie.

Tatry!

Chwilę po minięciu Tatr, rozpoczęliśmy zniżanie. Lądowaliśmy na pasie 13R od strony Budapesztu.

Tuż przed lądowaniem. Piękna jesień na Węgrzech + bonus w postaci cienia.

Lądowanie dość gładkie, na miejscu wylądowaliśmy zaledwie po godzinie lotu. W przypadku samochodu zajęłoby to pewnie około 12 godzin…

Po wyjściu z terminala, zdecydowałem się odwiedzić otwarte muzeum z eksponatami w postaci starych samolotów, które znajduje się tuż obok lotniska. Bilet studencki kosztuj 600 Forintów co w przeliczeniu na złotówki wychodzi około 9zł. Zdecydowanie warto wydać te parę złotych aby zobaczyć te dzieła sztuki. Na placu stoją: Tupolev Tu-134 (mój ulubieniec), Tupolev Tu-154, 2x Ilyushin Il-18, Ilyushin IL-14, Lisunov Li-2, Yakovlev 40, Mi-2.
Można zrobić tyle zdjęć ile się zapragnie. Dodatkowo, można wejść do środka Tupoleva 134, oraz Iłka 18. Poniżej wybrane zdjęcia z tego muzeum.

IŁ 18
Tupolev Tu134
Tupolev Tu134 – lewe, główne podwozie
Yaczek 40
IŁ 18
IŁ 14
Antek
Mi-2
Sowiecka wersja Douglasa DC-3 – Lisunov Li-2
Lisunov Li-2
Kokpit IŁa 18
Tu134 widok ze schodków prowadzących do kabiny.
Ulubione. Kokpit Tu134. Warto zwrócić uwagę na środkową część zdjęcia – 3 miejsce dla nawigatora (? nie jestem pewien)

Po wyjściu z muzeum, nad głową przeleciał mi Iran Air Airbus A300, lecz zupełnie pod słońce, więc fotka marna.
Dojazd do miasta z lotniska jest prosty. Wystarczy wsiąść w autobus numer 200E następnie na przystanku Kobanya-Kispest przesiąść się w metro i po mniej więcej 20 minutach jazdy wysiadamy na Ferencek Tere – Budapeszt wita!

Gdy dojechałem do miasta, słońce chyliło się ku zachodowi. Była to świetna okazja, aby porobić trochę zdjęć „tuż przed”, aby złapać fajny klimat. Głównym motywem zdjęć były… tramwaje. Tu efekty zabawy z czasami naświetlania.

zamyślenie…
Ulubione drugie. Słońce już za wzgórzem.

Lekko zgłodniałem i poszedłem coś przekąsić. Ogółem ceny są podobne jak w Polsce, więc nie zbankrutujemy tak jak w Norwegii.
Zwiedzając miejsca w których byłem przed rokiem (udało mi się trafić we wszystkie, ani razu nie używając mapy, której nawet nie miałem 😉 słońce kompletnie zaszło, więc była pora na trochę nocnych fotek. Głównie z widokiem na zamek królewski, most łańcuchowy, oraz ogólne panoramy.

Zamek Królewski & Most Łańcuchowy
 Most Łańcuchowy
Trzecie ulubione. Widok z Mostu Łańcuchowego na Dunaj, Wzgórze Gellerta i Most Elżbiety

Dobiegała godzina 21, więc czas było powoli się zbierać do spania. Nie nie nie, tym razem nie spałem na lotnisku, ani nigdzie indziej. Z pomocą, poraz kolejny przyszedł mi serwis Couchsurfing.
Pomyślałem, że napiszę do hosta, który ugościł mnie i Piotrka (kolegę z którym byłem) przed rokiem. Miałem szczęście bo akurat miał wolną kanapę, więc przyjął mnie z otwartymi ramionami.
Couchsurfing polecam wszystkim – jest to fantastyczna forma podróży, przede wszystkim poznawania nowych kultur, smaków, dźwięków, bo wprost od rodowitych mieszkańców.  Ponownie jak poprzednio spędziliśmy wiele godzin na dyskusji o dosłownie wszystkim – zaczynając od polityki, sytuacji gospodarczej obu krajów, kończąc na żartach czy sporcie. Link do strony: www.couchsurfing.org
Na następny dzień planowałem spotting. Zanim poszedłem spać, sprawdziłem jaka sytuacja jest na lotnisku. Jeden pas (miałem to szczęście, bo w Budapeszcie działają dwa równoległe pasy startowe) będzie akurat w naprawie, więc operacje wykonywane będę tylko na jednym. Dodatkowo w nocy z 7 na 8 października przylatuje El Al Cargo na Boeingu 747F, a odlatuje o 15:00, więc akurat będę mógł go złapać. Byłem wniebowzięty.
Jeszcze bardziej się cieszyłem, gdy rano zobaczyłem piękny wschód słońca i czyste niebo – pogoda była doskonała podczas całego wyjazdu – cieplutko, około 20C, zero chmur.

Pobudka o 6 rano, pożegnanie z gospodarzem i wyruszyłem w kierunku lotniska, na miejscu spotterskim, górce tuż przy pasie 31R, byłem po godzinie 9. Na tą chwilę przyloty były kierowane z kierunku 31R, starty tak samo. Niestety wiatr się na tyle wzmógł, że kontrola zmieniła konfigurację startów i lądowań. W związku z tym mogłem fotografować tylko samoloty po starcie, w powietrzu, gdyż wszystkie lądujące (poza Cargoluxem) zdążyły wyhamować przed ostatnią drogą zjazdową. Spędziłem tam około 7 godzin, samolotów trochę się przewinęło, choć ruch jest mniejszy niż na Okęciu, więc wrzucę tylko co lepsze ciekawostki.
Na początek główny punkt programu – Cargolux Boeing 747-8F LX-VCI – dokładnie ten, którego przewidywałem.

Rolling down the runway 13L
Face to face z Jumbo 🙂
747-8F różni się tym od poprzedników, że ma większą ładowność i długość kadłuba.
Ma także tzw. raked wingtips, czyli specjalne końcówki skrzydła jak u 787, które ograniczają turbulencje.
Silniki też są nowe. Model to GEnX 2B, charakteryzują się mniejszą konsumpcją paliwa, większym wytłumieniem oraz „zębami” z tyłu silnika.
Samolot wykonywał rejs z Hong Kongu, przez Nowosybirsk, Budapeszt do Luxemburga jako CLX671
Dostarczony zaledwie 12 dni wcześniej z fabryki montażowej Boeinga w Seattle, z lotniska Paine Field Airport.
Tu widać końcówki skrzydeł. Identyczne posiada Boeing 787, a w przyszłości będzie posiadać zmodernizowana wersja 777, czli 777-8X/9X

Poniżej przedstawiam pozostałe, wybrane zdjęcia ze spottingu.

Aeroflot A320
Norwegian B738
Norwegian B738
SAS A321
Qatar Airways A321
PLL LOT E95
Ryanair B738
Danube Wings ATR 72
Tarom ATR 42
Spicejet Q400 – ciekawostka, samolot z Indii
Smartwings B738
Travel Service B738
Egypt Air A320
Druga perełka dnia. ElAl Cargo B747F
ElAl Cargo B747F

I to tyle spottingu w Budapeszcie. Koło 17 byłem spowrotem w terminalu, ponownie coś zjadłem, przeszedłem security i oczekiwałem na samolot. Niestety ponownie był to EI-DLD. Wylot lekko opóźniony, lecz w Modlinie byliśmy o czasie. Fotka tuż przed wypchnięciem, jeszcze w Budapeszcie.

Widok ze skrzydła.. Ryanair B738

Chwilę oczekiwaliśmy na start,  z powodu lądującej kolejki samolotów oraz Finnaira A321 przed nami. Po starcie momentalnie poczułem się senny i zdrzemnąłem się chwilę, bo za oknem i tak już ciemno, światło w kabinie, więc ze zdjęć nic by nie wyszło. Po wylądowaniu, wsiadłem w bus jadący na stację kolejową w Modlinie, następnie pociągiem Kolei Mazowieckich dojechałem do stacji Warszawa Zachodnia, a dalej już SKM do Pruszkowa. Po 36 godzinach od wyjścia z domu, ponownie do niego zawitałem…

I to tyle z tej relacji. W przyszłym tygodniu już zaczynają mi się studia (w końcu), więc szykuje mi się przeprowadzka, odwiedzę także lotnisko w Krakowie, a także wraz z naszym kołem naukowym Aviation Management Club prawdopodobnie odwiedzimy Noc w Instytucie Lotnictwa, 18 października. Także następny wpis, będzie łączył kilka tematów.

Do zobaczenia!

*Tytuł z węgierskiego na polski: Polowanie na Cargoluxa – wycieczka do Budapesztu