Herzlich Wilkommen in Deutschland.

No i mamy 2014 rok. Jaki będzie, dopiero się okaże. Podczas gdy wielu odsypiało jeszcze noc sylwestrową, ja musiałem wstać o 4 rano, 2 stycznia, aby dotrzeć na Lotnisko Chopina i zdążyć na wylot do Frankfurtu zaplanowany na 6:25. Na lotnisku zjawiłem się dość późno, bo na 50 minut przed wylotem. Biegiem ruszyłem do stanowisk self-check-in, gdyż kolejki w normalnych check-inach były ogromne, a przy okazji mogłem sprawdzić w rzeczywistości jak funkcjonnują samodzielne kioski odprawy. Proces wygląda następująco: wkładamy do skanera dowód osobisty lub paszport (w zależności jaki dokument podaliśmy w rezerwacji), następnie po poprawnej identyfikacji wpisujemy dane dotyczące naszego lotu, potwierdzamy miejsce w samolocie, a po chwili drukowana jest karta pokładowa. Z kartą pokładową w ręku ruszam do punktów oddania bagażu. Parę minut i już bagaż oddany – szybko, łatwo i przyjemnie. Niestety dobry nastrój nie trwał zbyt długo. Moim oczom ukazał się długi wężyk ludzi prowadzący do stanowiski kontroli bezpieczeństwa. 40 minut do odlotu a ja na samym końcu – zaczęło się robić gorąco. Z niepokojem co chwilę sprawdzałem godzinę i analizowałem jak szybko posuwa się kolejka. Miałem nadzieję, że w razie czego samolot na mnie chwilę poczeka, ale z drugiej strony wiedziałem, że jestem tylko pasażerem klasy ekonomicznej, który wykupił bilet w niskiej taryfie, więc automatycznie nie byłem aż tak ważny dla linii, aby na mnie zaczekać. Ostatecznie w kolejce spędziłem 20 minut. Pędem ruszyłem w kierunku mojego gate’u, który jak na złość był na drugim końcu pirsu… Aby oszczędzić czasu, w trakcie przejścia do bramki zacząłem pasek w spodnie, zakładałem kurtkę, jednym słowem – ubierałem się po security. Na pewno musiało to wyglądać dość komicznie, lecz moim priorytetem było dotarcie na czas do bramki. Kamień spadł mi z serca, gdy z daleka zobaczyłem, że jest niewielka kolejka do mojego samolotu – mogłem trochę zwolnić tempa. Lot odbywał się na pokładzie PLL LOT samolotem Embraer 190-200 o rejestracji SP-LND. Po wypchnięciu samolotu, pokołowaliśmy na początek pasa 15. Tuż przed startem szybki prysznic z glikolu.

Wjazd na pas i start bez zatrzymania – po kilkunastu sekundach byliśmy już w powietrzu, a po chwili mogłem podziwiać jasną łunę od wschodzącego słońca.

Lot minął dość szybko, możliwe że dzięki temu, że byłem ogromnie śpiący i część lotu przespałem. W trakcie lotu, stewardessy rozdały batonik prince-polo oraz wodę. Niestety tak teraz wygląda catering na lotach zagranicznych. W przypadku gdy jesteśmy nieco bardziej głodni, możemy za odpowiednią dopłatą kupić sobię kanapkę, tortille czy zamówić kawę. Kilka minut przed lądowaniem głos pilota z kabiny mnie gwałtownie obudził, a ja zorientowałem się, że jesteśmy już blisko celu. Pierwszy raz w życiu miałem okazję zaobserwować tzw parallel approach, czyli równoległe podjeście dwóch samolotów lądujących na tych samym lotnisku, lecz na innych pasach. Podczas gdy mój samolot lądował na pasie 25R, to po lewej stronie widziałem podchodzący do lądowania Airbus A321 linii Lufthansa. Lądowanie dość gładkie, aczkolwiek trochę nas majtało, tuż przed przyziemieniem. Pogoda nie rozpieszczała – niskie chmury, mżawka i parę stopni na plusie. Gdy tylko zjechaliśmy z pasa na drogę kołowania, zobaczyłem piękną kolejkę do lądowania w postaci kilku światełek samolotów, ustawionych jeden za sobą – zrozumiałem, że trafiłem we właściwe miejsce. Kołowaliśmy niemal przez całe lotnisko i mogłem podziwiać z bliska wiele samolotów i linii lotniczych zaczynając od Singapore Airlines, Etihad Airways, a kończąc na miejscowej Lufthansie. Samolotów do wyboru do koloru – od małego Dasha Q400, przez Boeingi 737, 757, po Boeingi 747 i Airbusy A380. Podczas procesu deboardingu jak zwykle zapytałem się stewardów czy byłaby możliwość zrobienia zdjęcia w kokpicie – udało się i tym razem – dziękuję bardzo sympatycznej załodze!

Po odebraniu bagażu miałem jeszcze troche czasu aby pochodzić po lotnisku – jest ogromne i robi wrażenie. Była to moja pierwsza wizyta na tak dużym lotnisku. Mniej więcej około godziny 12 dotarłem do mojego miejsca zamieszkania na następne 5 miesięcy w Oestrich. Tutaj znajduje się moja uczelnia i tu będę spędzał większość czasu. Wieczorem, gdy mój współlokator Marcin dotarł również do domu, wraz z jego rodziną pojechaliśmy wieczorem pozwiedzać nieco Frankfurt. Na wielu zdjęciach bawiłem się kolorami, więc mogą nie odzwierciedlać rzeczywistości w 100%.

3 stycznia zaczął się tygodniowy kurs nauki języka niemieckiego, zajęć jeszcze nie mam, więc jak mam jakiś dzień wolny to staram się go dość pożytecznie wykorzystać. Już pierwszego dnia z rana, podczas pójścia na uczelnie zobaczyliśmy piękny widok – zniżającego A388 Singapore Airlines a po chwili tuż obok B777 United, będące na wyskości mniej więcej 12000 stóp. Gdy tylko miałem dzień wolny, a był to 5 stycznia, to zdecydowałem się wyskoczyć na spotting. Szczęśliwie pogoda nie była kiepska, ale zawsze mogło być lepiej. Skontaktowałem się również ze spotterem, który jest stałym bywalcem na lotnisku z prośbą o spotkanie i pokazanie kilku miejscówek – Jan, dzięki że wpadłeś i pokazałeś uroki FRA! Michał, Ciebie również było miło poznać i powodzenia w Krakowie ;)!

Pierwszym miejscem na które przybyłem było słynne Zeppelinheim, czyli miejscówka z której można fotografować przyloty na pas 25L oraz 25C, ruch na pobliskiej drodze kołowania, a także ruch na niedalekiej płycie Cargo. Pierwsze zdjęcie jakie wykonałem to było przetaczanie A332 Sri Lankan Airlines oraz A333 Oman Air. Pierwszy przylot jaki sfotografowałem to był B77F Qatar Airways Cargo. Słońce płatało trochę figla i często się chowało za chmurami, lecz czasem też wychodziło na parę minut i tworzyło się ładne, kontrastowe niebo.

Po 2,5h na Zeppelinheim, Jan pokazał nam Westa, czyli miejscówke przy pasie 18. Z tego pasa odbywają się tylko starty, głównie samolotów startujących na południe Europy, do Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Głównym punktem programu był start Airbus A380-800 Thai Airways. Miejscówka ta jest świetna, gdyż jest się bardzo blisko pasa startowego, a samoloty w tymi miejscu osiągają już znaczną prędkość, co potęguje świetne wrażenia. Tutaj też spotkaliśmy innego stałego bywalca tego lotniska, Michała. Pobyliśmy tutaj do mniej więcej 15:30, potem jeszcze podjechaliśmy w okolice pasa 09C, lecz jako, że słońce niemal już zaszło za horyzontem, to światła było już niewiele, i mój obiektyw niestety nie wyrabiał w takich warunkach. Wróciłem do domu kołó 18 z setkami zdjęć, zadowolony jak nigdy dotąd. Moja radość tym bardziej nie miała końca, bo wiedziałem, że jeszcze wiele takich dni przede mną – w końcu będę tu do czerwca…

IMGP3166

Zdjęć z tego spottingu mam sporą ilość i nie będę wszystkich ich tu wrzucał, zamieszczę jedynie najciekawsze kadry moim zdaniem. Chętnych po więcej zapraszam do albumu na portalu Flickr, dostępnego ze strony głównej po prawej stronie ekranu, ewentualnie pod poniższym linkiem – > http://www.flickr.com/photos/andmal/sets/72157639554021896/

Następny spotting planuję mniej więcej na sobotę lub niedzielę, zależnie od pogody. Tym razem będę chciał wpaść na poranne przyloty (poprzednio przyjechałem na godzinę 12), aby złapać poranne przyloty z USA czy Azji.

Auf wiedersehen i do zobaczenia w następnym wpisie. Tchuss!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s