Czysta przyjemność.

Drugi post z pobytu w Niemczech i drugi powiązany w zasadzie tylko ze spottingiem. Póki pogoda jest jaka jest, czyli głównie szaro, buro i ponuro, to nigdzie żeśmy się jeszcze nie wybierali na żadne wycieczki – byliśmy tylko w okolicznych miastach t.j. Wiesbaden, Moguncja czy klasycznie Frankfurt. Lecz jako, że mamy dość dużo wolnego czasu, to już wkrótce ruszymy się gdzieś dalej w jakieś ciekawsze okoliczne miejsca. W sumie to Mainz to zobaczyłem sobie przez pół godziny jak przeszedłem z jednej strony Renu na drugą i spowrotem, gdy akurat miałem chwile wolnego przed pociągiem na lotnisko. Także najbliższe miasta niedługo czeka intensywne zwiedzanie. Nawet Wiesbaden leżące najbliżej mnie jest bardzo ładnym miastem z pięknym kościołem.

Teraz właśnie przeglądam sobie zdjęcia na telefonie jakie do tej pory zrobiłem i kilkoma się podzielę w tym wpisie…

11 stycznia czyli w sobotę, postanowiłem się wybrać na lotnisko pomimo szarówki jaka panowała na dworzu. Patrząc na prognozy, z biegiem czasu miało się rozpogadzać na co szczególnie liczyłem. Moja podróż na Zeppelinheim czyli jedną z kilku miejscówek spotterskich na lotnisku we Frankfurcie składa się z dwóch przejazdów pociągiem – najpierw wsiadam w pociąg w swoim miasteczku i jadę lekko ponad godzinę do Frankfurtu Hauptbahnhof. Tam chwilę czekam na następny pociąg i po 15 minutach jazdy wysiadam na przystanku „Zeppelinheim”. 10 minut przejścia pieszo i jestem na miejscu. Łącznie podróż w jedną stronę od wyjścia z domu do dotarcia na miejsce trwa około 1,45h. Na głównym dworcu we Frankfurcie spotkałem mojego znajomego z uczelni EBS, Tylera, który również studiuje na Aviation Management, i także jest spotterem. Zgadaliśmy się, że następnym razem pojedziemy wspólnie. Ale o tym później.

Na miejsce dotarłem w okolicy 12:30. Byłem tam przez mniej więcej 2 godziny, potem niestety kapitulowałem i postanowiłem wrócić do domu. Pogoda niestety się nie polepszyła, lekko mżyło, chłodno i dziwnie to zabrzmi, ale zdarzały się naprawdę długie przestoje w przylotach – nawet 20 minut czekałem pomiędzy jednym a następnym przylotem, a było to w okolicy 14. W sumie nie ma co się dziwić, bo o tej porze liczba lotów w ciągu dnia jest najmniejsza. Przyleciało kilka samolotów cargo, przetoczyło się kilka pasażerskich grubasów również. Plusem pogody były kondensacje. Szczególnie imponująco wyglądały starty samolotów, które tworzyły własne chmury tuż po oderwaniu się od ziemi – niestety stałem jakieś 4km od ich wznoszenia, więc nie mam żadnych zdjęć tego efektu. Cieszyłem się, że przyleciał A300 Iran Air, a także Air Bridge Cargo na B744. Większość zdjęć była dość miękka, więc wybrałem do obróbki te najlepsze i w zasadzie najciekawsze samoloty. Nie wiem czemu, ale od jakiegoś czasu zdjęcia robione na ISO200 bardzo mocno szumią, przez co akceptowalna rozdzielczość po ostrzeniu i odszumianiu to często jest 1280px max, a kiedyś to spokojnie mogłem wyciągnąć je do Full HD. Mam jedynie nadzieję, że nie jest to jakaś usterka. Poniżej co ciekawsze fotki z tego dnia.

Dzień później, jak na złość było piękne słoneczko. Aby nie siedzieć przez ten czas w domu, postanowiłem przejść się po okolicy a szczególnie ogromnych połaciach terenu na których uprawiane jest wino. Trochę sobie pobiegałem, pochodziłem, ostatecznie w 1,5h przeszedłem 8,5km i wróciłem do domu. Zdjęcia mimo, że z telefonu to bardzo mi się podobają.

Zaczęły się w końcu pierwsze zajęcia na uczelni. Szczególnie byłem pod wrażeniem przedmiotu jakim są Podstawy modeli biznesowych linii lotniczych, które są prowadzone przez dyrektora ds. Finansów i HR Lufthansy w Europie, dr. Benjamina Kocha. Zaliczenie będzie polegać na napisaniu krótkiej pracy na 5 stron na jeden z 5 dostępnych tematów. Rozważam dwa z nich czyli „Wpływ globalnych sojuszy lotniczych na europejski i północno-amerykański rynek lotniczy”, a „Rynek Air Cargo – latający ładunek w czasach zmian”. Napisać każdą z tych prac będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem, lecz liczę, że sobie poradzę. Cieszę się bardzo, że mogę tu doświadczyć prawdziwego, rzeczywistego biznesu lotniczego, porozmawiać z ludźmi, którzy pracują w tym sektorze na codzień. O ile w Rzeszowie kierunek AvM powstał stosunkowo nie dawno, to dużo w nim potrzeba pracy aby wznieść się na poziom podobny co na EBSie. Różnica pomiędzy nauką tutaj w Oestrich a w Rzeszowie jest kolosalna i nawet nie ma co porównywać. Jestem również przekonany, że żadna inna uczelnia w Polsce nie mogłaby mi zaoferować tego co mam możliwość doświadczyć na EBSie.

Ale wracając do właściwego tematu… Każdego dnia obserwowałem prognozy pogody i starałem się wstrzelić w dzień, kiedy będzie słońce i będę mógł pojechać zrobić ciekawe zdjęcia na lotnisku. Tym dniem okazała się ponownie sobota. Skontaktowałem się z Tylerem, który natychmiast się zgodził i bardzo cieszył, że będzie mógł pójść obserwować samoloty i pogadać z człowiekiem równie zwariowanym na tym punkcie. Wyjechaliśmy o 10 rano, a dotarliśmy na miejsce o… 12:40.  Powód był prosty – sobota, mniej kursów pociągów i autobusów, dłuższe oczekiwanie na peronie, a także musieliśmy od ostatenigo przystanku przejść około 2,3km aż do celu. Tym razem nie był to Zeppelinheim, lecz miejscówka tuż przy pasie 18/36, mniej więcej położona w ¼ pasa. Byłem tam już raz i bardzo mi się to miejsce spodobało – bardzo blisko do pasa – mniej niż 200m w linii prostej. Tego dnia wiatr się odwrócił – o ile do tej pory samoloty lądowały i startowały od wschodu, teraz było na odwrót. Nieco pokrzyżowało to nam plany, gdyż chcieliśmy ponownie złapać start A380 Thai Airways, a większość samolotów startujących do Azji i Ameryki szło z pasa 07C, czyli nie tego przy którym my byliśmy. Mimo to tuż obok nas lądowały samoloty na pas 07R i mogłem złapać co ciekawsze przyloty. Do największych (jak dla mnie) ciekawostek mogę zaliczyć przyloty B788 Qatar Airways, B744F Korean Air Cargo, a także A332 Egypt Air w malowaniu sojuszu Star Alliance. Aha, byłbym zapomniał o A310 Iran Air oraz A321 LH w malowaniu retro.

IMGP3752

(więcej fotek tutaj: link)

Wymarzliśmy trochę i ledwo co zdążyliśmy na autobus powrotny jadący pod terminal FRA. Łącznie spędziliśmy 2,5h na fotografii, obserwacji ruchu lotniskowego, a także na ciekawych rozmowach. Cieszyłem się, że Tyler był zadowolony z tego wypadu, pomimo że było dość zimno, a w Texasie temperatury bliskie 0C są dość rzadkie… Powrót zajął mi ponownie dużo czasu i około 18 byłem już w domu. Zmęczony, trochę zmarznięty, ale szczęśliwy, bo to była dla mnie czysta przyjemność…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s